Masz dobry pomysł. Trochę specjalistyczny, więc twój szef nie do końca ogarnia jego zalety. Ale wiesz, że ten pomysł będzie korzystny dla firmy i jeśli zostanie zrealizowany, okryje chwałą i obsypie gradem monet zarówno ciebie, jaki i twojego szefa. Co powinieneś zrobić? Zastosuj metodę słynnego fizyka Michaela Faradaya.
Kategoria: a-propos
Nie przepraszaj, dziękuj!
Sztuczki marketingowe, za pomocą których cwani sprzedawcy nakłaniają nas do kupowania niepotrzebnych rzeczy, napawają mnie obrzydzeniem. Jednak z tego cuchnącego bagna sposobów i sposobików udaje mi się czasami wyłowić pięknie błyszczącą, szlachetną perełkę. Było nią na przykład unikanie słowa „ale” i zastępowanie go spójnikiem „i”. Ostatnio psycholog marketingu Nick Kolenda podpowiedział mi kolejną, pożyteczną zarówno w komunikacji biznesowej, jak i prywatnej, sztuczkę:
To jest porada inwestycyjna
Jeśli interesujesz się inwestycjami, z pewnością wielokrotnie spotkałeś się z zastrzeżeniem, że „to nie jest porada inwestycyjna”. Blogerzy, celebryci i zwykli naganiacze używają tej formułki, żeby wymknąć się spod czujnego oka organów nadzoru nad rynkami finansowymi. Moja porada jest poradą inwestycyjną, ale dotyczy jedynie zdrowego rozsądku, a nie rekomendacji, w co inwestować. Oto ona:
Co naprawdę robisz, kiedy robisz to, co robisz?
Dziś mam dla ciebie dziwne pytanie: „Co naprawdę robisz, kiedy robisz to, co robisz?”. Z pozoru głupie, bo przecież, jeśli coś robisz, to właśnie to robisz. Nad czym tu się zastanawiać? Tymczasem bardzo często robiąc jedno, załatwiamy całkiem inną sprawę.