Bardzo często rodzice wyręczają dzieci, a szefowie pracowników. Najpierw zlecają im wykonanie jakiegoś zadania, a potem, widząc, że zleceniobiorcy sobie nie radzą, wyręczają ich albo wyznaczają kogoś innego, żeby „dokończył”. „Dokończył” coś, co być może w ogóle nie zostało zaczęte. To wyręczanie wydaje się pragmatyczne, bo przecież posuwa sprawy do przodu, ale na dłuższą metę utrwala postawę nieodpowiedzialnej bezradności u dzieci i u podwładnych. Jak zatem postępować? Co robić?
Autor: Krzysztof Wysocki
Kłamać czy nie kłamać? Oto jest pytanie!
Zanim Ryan Holiday stał się naczelnym stoikiem wszechświata, w 2012 roku opublikował książkę „Zaufaj mi, jestem kłamcą. Wyznania eksperta ds. manipulowania mediami”. Opisał tam zgniliznę, która przeżarła media, a szczególnie blogosferę. Dziś słowo pisane straciło na popularności na rzecz ruchomych obrazków, ale zgnilizna nie umarła, tylko znalazła nową pożywkę. 10 lat później, w 2022 roku, felietonista The Wall Street Journal Jason Zweig opublikował ciekawy tweet związany z tym tematem.
Jak przekonać szefa?
Masz dobry pomysł. Trochę specjalistyczny, więc twój szef nie do końca ogarnia jego zalety. Ale wiesz, że ten pomysł będzie korzystny dla firmy i jeśli zostanie zrealizowany, okryje chwałą i obsypie gradem monet zarówno ciebie, jaki i twojego szefa. Co powinieneś zrobić? Zastosuj metodę słynnego fizyka Michaela Faradaya.
Nie przepraszaj, dziękuj!
Sztuczki marketingowe, za pomocą których cwani sprzedawcy nakłaniają nas do kupowania niepotrzebnych rzeczy, napawają mnie obrzydzeniem. Jednak z tego cuchnącego bagna sposobów i sposobików udaje mi się czasami wyłowić pięknie błyszczącą, szlachetną perełkę. Było nią na przykład unikanie słowa „ale” i zastępowanie go spójnikiem „i”. Ostatnio psycholog marketingu Nick Kolenda podpowiedział mi kolejną, pożyteczną zarówno w komunikacji biznesowej, jak i prywatnej, sztuczkę: