Rok: 2008

Raptularz Winnetou

Raptularzem nazywano w dawnej Polsce księgę do odręcznego notowania wydarzeń, spostrzeżeń i anegdot. Sprowokowany komentarzami jednego z moich czytelników, którego bardzo zainteresowała moja skromna osoba, postanowiłem zainaugurować nową kategorię wpisów i nazwać ją raptularzem. W jej ramach będę wspominał znaczące wydarzenia z mojego życia, które sprawiły, że stałem się tym, kim jestem, i nie patrzę z niechęcią na faceta, którego widzę każdego ranka w lustrze. Oto moja pierwsza opowieść:

Dawno temu wraz z moim bliskim kolegą Jackiem byliśmy zimą w Bukowinie Tatrzańskiej. Nasi rodzice często organizowali wówczas takie wspólne wyjazdy. Mieliśmy pewnie po dziesięć albo jedenaście lat i w dzień niestrudzenie śmigaliśmy na nartach. Wieczory jednak były długie, więc nasza inwencja miała znakomite pole do popisu.

Pewnego razu Jacek zaproponował zapasy na śniegu. Ubraliśmy się, wyszliśmy za chałupę, w której mieszkaliśmy, wyznaczyliśmy granice pola walki i określiliśmy jej reguły. Potem zwarliśmy się w pojedynku mocarzy i przez pierwsze minuty walczyliśmy jak równy z równym. Niestety w miarę upływu czasu szło mi coraz gorzej i kilka chwil później leżałem na śniegu przygnieciony ciężarem Jackowego ciała. Ale nie chciałem się poddać, za żadne skarby nie chciałem uznać swojej przegranej. I wtedy… chwyciłem Jacka za włosy, mocno pociągnąłem do tyłu i w ten sposób uwolniłem się od przytłaczającego mnie ciężaru. Droga do wygranej stanęła otworem, ale nagle obydwaj przestaliśmy walczyć. Obydwaj – a szczególnie ja – wiedzieliśmy, że stało się coś strasznego, że dalszy pojedynek nie ma sensu. Wróciliśmy do domu i tego wieczora nie odezwaliśmy się już do siebie ani słowem.

Była to moja godzina prawdy. Zawsze chciałem być Indianinem. Tak jak Winnetou postępować zgodnie z zasadami i stawiać honor ponad wszystko. A tymczasem w ten mroźny, zimowy wieczór nie potrafiłem uznać swojej porażki i jak zwykły tchórz użyłem nieczystego zagrania. Tego dnia zrozumiałem, czego nie wolno, a co należy robić, żeby stać się prawdziwym Indianinem.

Nigdy więcej nie pociągnąłem już swojego przeciwnika za włosy.

Wolność

„…wolność znajduje się w odstępie czasu pomiędzy bodźcem a reakcją. Gdy zatrzymujemy się, stajemy się wolni… jeśli nie zdajemy sobie sprawy z takiej możliwości, nie potrafimy się zatrzymać i nie jesteśmy wolni.” – Dmitry Leontiev

Innymi słowy:

„Pomiędzy bodźcem a reakcją istnieje przestrzeń, którą wypełnia twoja wolność wyboru rodzaju tej reakcji. Od tego, co wybierzesz, zależy, czy wyjdziesz naprzeciw swojemu szczęściu, czy też je zlekceważysz.”

Przeszkody

Co robić z napotykanymi przeszkodami?

  1. Unikać. Wiedząc, że 20% wysiłku daje 80% efektu, omijaj szerokim łukiem ścieżki, na których wystąpienie przeszkód jest bardzo prawdopodobne. Wybieraj wygodniejsze drogi, jeśli tylko nie działasz wbrew swoim zasadom.
  2. Usuwać. Jeśli nie da się iść dalej, metodycznie i z pełną determinacją zajmij się usuwaniem przeszkody.
  3. Żyć z nimi. Czasami nie warto kopać się z koniem. Lepiej pogłaskać go i przyzwyczaić się do jego obecności.

Na podstawie „How To Deal With The Obstacles In Your Life: Part 2”.