Kursomania

EDUKACJAKursomania jest nowym, utajonym rodzajem konsumpcjonizmu. Kiedyś szło się na kurs, żeby zdobyć kwalifikacje potrzebne do zrobienia czegoś pożytecznego. Dziś wielu ludzi uczestniczy w zajęciach edukacyjnych tylko po to, żeby poczuć się lepiej, zabić samotność albo mieć co wpisać do CV. To dobra wiadomość dla sprytnych nauczycieli i kołczów, gorsza dla zagubionych uczniów, przez których wiedza przelatuje jak przez dziurawe wiadro… Dlaczego tak się dzieje?

Dlatego, że uczniowie ci zajmują się tylko teorią! Zatrzymują się na zdobywaniu wiedzy, a niektórzy z nich jedynie na kolekcjonowaniu zaświadczeń i ozdobnych certyfikatów.

Zdobywanie wiedzy jest komfortowe – wystarczy siedzieć i słuchać, czasami coś notować. Wykorzystywanie wiedzy jest trudne – trzeba odważyć się popełniać błędy, ponieważ tylko w ten sposób można sprawdzić, czy naprawdę za parawanem teorii kryją się jakieś niebezpieczeństwa.

  • Nie wystarczy samo przeczytanie opasłego podręcznika „Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego, żeby zapanować nad swoimi finansami. Trzeba zacząć liczyć i planować.
  • Nie wystarczy samo wysłuchanie serii wykładów o windsurfingu. Trzeba samemu stanąć na desce, wielokrotnie wpaść do wody i ponownie na tę deskę się wdrapać.
  • Nie wystarczy samo uczęszczanie na zajęcia językowe. Trzeba pojechać do kraju, w którym tubylcy mówią danym językiem, i spróbować się z nimi porozumieć w codziennym życiu.

Zdobywanie wiedzy samo w sobie jest przyjemne, ale znacznie większą satysfakcję przynosi korzystanie z niej ku własnemu i czyjemuś pożytkowi. Niektórzy twierdzą nawet, że:

Wiedza jest bezwartościowa, dopóki nie zostanie zastosowana.

Nie ograniczaj się do nauki tylko na podstawie doświadczeń, wiedzy, porażek i sukcesów innych ludzi. Zdobywaj własne doświadczenia i wiedzę, popełniaj własne błędy i odnoś własne zwycięstwa!

  • Zamiast się uczyć, tylko konsumując, ZACZNIJ TWORZYĆ!
  • Zamiast się uczyć, tylko dociekając, ZACZNIJ DZIAŁAĆ!
  • Zamiast się uczyć, tylko słuchając, ZACZNIJ MÓWIĆ!
  • Zamiast się uczyć, tylko czytając, ZACZNIJ PISAĆ!
  • Zamiast się uczyć, tylko obserwując grę, WBIEGNIJ NA BOISKO!
  • Zamiast się uczyć, żeby być gotowym, GOTUJ SIĘ W DZIAŁANIU!

10 thoughts on “Kursomania

  1. W jednej książce uczącej programowania, cytowano „indiańską maksymę”:
    Co usłyszysz, zapomnisz.
    Co zobaczysz, zapamiętasz.
    Ale niczego nie zrozumiesz, dopóki sam tego nie zrobisz.

    A co do kursów, to one miewają różne metody na sprawdzanie wiedzy, czy przymuszenie ucznia do zrobienia czegoś.

    Polubienie

  2. @pak4: Jako Winnetou zgadzam się z indiańskimi maksymami!
    A co do kursów, to nie przeczę, że wiele przynosi pożytek kursantom, ale jest też mnóstwo osób, które uczą się dla uczenia, a nie zdobycia i zastosowania wiedzy.

    Polubienie

  3. @Orginal_Replica: Załóżmy, że zapisujesz się na kurs chińskiego i przez kilka lat płacisz co miesiąc kilkaset złotych za przesiadywanie w dusznej sali. Nie zamierzasz ani jechać do Chin, ani oglądać chińskich filmów w oryginale, ani czytać książek. Uczysz się, bo masz taki kaprys. To nie jest zdobywanie użytecznej wiedzy. To kosztowne wytapianie czasu. Równie pożyteczne jak oglądanie „Księdza Mateusza”. Może ktoś to lubi, ale nie ja.
    Ukończyłem kurs na prawo jazdy, kursy na patent sternika jachtowego i motorowodnego, kurs pomocnika instruktora narciarskiego, kurs windsurfingowy, kurs prowadzenia projektów, kurs GTD i kilka innych, ale nie dlatego, że lubię się uczyć, ale dlatego, że zdobycie pewnych umiejętności potrzebne mi było do zrealizowania konkretnych celów.

    Polubienie

  4. Cuś mi tu nie gra, drogi @TesTeq’u.
    Najpierw napisałeś,że: „Dziś wielu ludzi uczestniczy w zajęciach edukacyjnych tylko po to, żeby poczuć się lepiej, zabić samotność albo mieć co wpisać do CV.”
    Czy to nie jest wystarczający powód?
    Człowiek to nie zespół trybików, przekładni i dźwigni. Ma różne potrzeby, nie zawsze utylitarne.
    Teraz dołożyłeś kolejne założenie „Nie zamierzasz…”.
    Po tym założeniu Twa odpowiedź jest prosta i zrozumiała z funkcjonalnego punktu widzenia. Ale to jest tzw „techniczne” podejście: przyda się – idziemy na kurs; nie przyda się – idziemy na trawkę.
    Poza tym widzę tu kolejne ciche założenie, że wiedza zdobyta (odsłuchana – po Twojemu) na kursach nigdy się nie przyda ani nie znajdzie żadnego zastosowania. Skąd ta pewność?
    A moje wątpliwości biorą się z obserwacji, że pozornie bezwartościowe (utylitarnie) informacje bardzo często powodują, że wybierasz jakieś rozwiązanie z dostępnych dwóch mimo braku logicznych przesłanek do takiego wyboru. A potem mówią o Tobie, że bogatemu to diabeł dzieci kołysze…
    A może mi się to tylko śni?

    Polubienie

  5. @Orginal_Replica: Po kolei w krótkich słowach, tak jak lubisz:
    1. Nie mam nic przeciwko ludziom uczestniczącym w kursach, żeby poczuć się lepiej, zabić samotność albo mieć co wpisać do CV. Niech nie mylą jednak tej rozrywki ze zdobywaniem wiedzy. Bo zdobywanie wiedzy oprócz teorii wymaga również praktyki – po kursie.
    2. Jeśli nie przewiduję przydatności kursu, to wolę spędzić czas na trawce, a nie w sali wykładowej. Nawet klimatyzowanej. ;-)
    3. Zakładając, że „coś może się przydać”, powinieneś uczestniczyć we wszystkich kursach na świecie. Przecież nie wiesz, co ci się może przydać, więc powinieneś dowiedzieć się wszystkiego, nieprawdaż?
    4. Z tym „coś może się przydać” wiąże się również złudzenie, że nie zapomnisz tego, co usłyszałeś w ramach kursu. Zapomnisz, jeśli nie będziesz tego wykorzystywał w praktyce.

    Polubienie

  6. Stoimy chyba na dwóch różnych cyplach tego samego kontynentu.
    Odebrałem Twój wpis jako naganę brania udziału w kursach, kiedy nie przewiduje się natychmiastowej weryfikacji usłyszanych tam informacji w praktyce. Czyli naganę skierowaną do uczestnika. Może bym się zgodził z Tobą, gdybyś za naganne uznał obiecywanie więcej niż rzeczywiste przekazywanie wiedzy na większości kursów.
    Propozycja uczestnictwa we wszystkich kursach… – fajnie sprowadzasz ad absurdum moją obserwację.
    Chociaż, podobno, Chuck Norris wziął udział we wszystkich kursach na świecie i to dwa razy: raz jako uczestnik, drugi jako prowadzący (wiadomość poufna).
    Wydaje mi się, że eliminujesz zupełnie rolę podświadomości w swoich rozważaniach i mechanizmów podświadomej reakcji na bodźce. Albo ja przykładam do tego za dużą wagę.
    Bo gdyby Twój punkt 2. zrozumiała i zechciała zastosować pani minister Zalewska, to edukacja miałaby najwyżej trzy klasy. Po co bowiem komuś w dorosłym życiu potrzebna jest np. znajomość zbieżności funkcji, daty bitwy pod Salaminą czy budowy eugleny zielonej? Śmiem przypuszczać, że dla 99% uczniów są to informacje bezwartościowe, ponieważ nie mają możliwości ich natychmiastowego zastosowania – idąc przedstawionym we wpisie tokiem myślenia.
    Przypuszczam, że obaj znaleźlibyśmy jeszcze sporo argumentów za obroną każdego ze stanowisk, a to może oznaczać, że ani jedno ani drugie nie są w 100% prawdziwe i niepodważalne.
    :)

    Polubienie

  7. @Orginal_Replica: Takiego prezentu to się nie spodziewałem. Przykład funkcji, Salaminy i eugleny jest znakomity. O funkcjach coś tam wiem, ale Salamina kojarzy mi się z salaterką, a euglena z babcią Eugenią. Żartuję oczywiście. Ale dla 99% ludzi wszystkie te pojęcia już w wieku 20 lat są obce.
    Podam Ci dwa przykłady bezużytecznych kursów:
    1) Kursy językowe w firmach. Ludzie mogą na nie za darmo chodzić w godzinach pracy, ale raz chodzą, raz nie chodzą, mimo że po ukończeniu dostaliby dodatek za język. A potem i tak zaraz zapominają, czego się nauczyli.
    2) Kursy przysposobienia komputerowego dla bezrobotnych i nie tylko. Niedawno znajoma była na kursie zaawansowanej obsługi edytora Microsoft Word. Kurs dobry, Worda używa, ale wszystkie te zaawansowane mądrości poszły w zapomnienie.
    Czysta strata czasu, Pane Havranek.

    Polubienie

  8. Odkąd przeczytałem to chodziło mi jedno po głowie, ale że to przypadek kiedy sam komuś na kursie próbowałem pomóc, to miałem opory by opisać.
    Otóż pan był w wieku przedemerytalnym. Późno się wziął za edukację, a jeszcze ta, za którą się wziął średnio się sprzedawała na rynku. Postanowił się więc douczyć jednego ze znanych sobie przedmiotów i 2 miesiące kursu nauczyć się tego, czego inni uczą się w dwa lata, a może 5.
    Oczywiście, nie miał szans, a mnie, jako kogoś kto próbowął pomóc, rozkładał swoją niekompetencją. Chyba ja więcej ćwiczyłem swoją cierpliwość niż on swoje umiejętności. Ale rozmawiałem z organizatorką kursu i ona powiedziała coś takiego: „Kurs nie jest tylko po to, by zdobyć kwalifikacje. Czasami po prostu na to za późno. Kurs jest także po to, by osoba po przejściach, w jakiś zawirowaniach życiowo-zawodowych, potrafiła odnaleźć powód do optymizmu i satysfakcji, że się czegoś uczy. Ona tego bardziej potrzebuje niż zwrotu kosztów.”
    Przyjąłem to zdanie, może nie jako absolutnie prawdziwe, ale jednak, jako warte przemyślenia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s